Skrót książki francuskiego profesora literatury Pierre'a Bayarda "Jak rozmawiać o książkach, których się nie przeczytało"- która w istocie mówi o tym jak w ogóle można rozmawiać o literaturze.
"Jeden z podstawowych warunków jakie trzeba spełnić by mówić o książce, niezależnie czy się ją przeczytało, czy nie to odrzucić przekonanie, że inny wie. Ten inny to niepokojące wyobrażenie nas samych, które projektujemy na naszych rozmówców. To idealna i nierealna wizja kultury."
"To co okazuje się w książce istotne jest wobec niej zewnętrzne, jest to bowiem moment rozmowy, dla którego jest ona pretekstem."
"Rozmowa o książce jest ściśle związana z momentem w którym powstaje i tylko w tym momencie ma sens"
"Jeśli nasza wypowiedź na temat książki ma być przekonywująca, należy zawiesić świadome i racjonalne myślenie, pozostawić dużo swobody nieświadomości, by w tej szczególnej chwili otwarcia języka, przywołała sekretne związki łączące nas z książką, a za jej pośrednictwem z nami samymi."
"Stosunek krytyka do krytykowanego dzieła jest taki sam, jak stosunek artysty do widzialnego świata kształtu i barwy lub do niewidzalnego świata uczuć i myśli"
"Krytyka to inwencje"
"Wczytywanie się w meandry i szczegóły książki jest nawet niebezpieczne. Istnieje ryzyko że czytelnik w wyniku zbyt uważnej i zbyt pochłaniającej lektury oddali się od samego siebie. A najważniejsze jest to by mówić o sobie poprzez książki."
"Nigdy nie rozmawia się o jednej książce zawsze o koncepcji kultury, której ona teraz jest symbolem"
"Mówiąc o książce mówimy jedynie o indywidualnej książce wewnętrznej (cały nasz światopogląd, na który składają się fragmenty wszystkich książek, które przeczytaliśmy, utkana jest z prywantcyh lektur i fantazji każdej jednostki) oraz o zbiorowej książce wewnętrznej (zbiór przekonań funkcjonujących w kulturze, w której żyjemy)."
"Nigdy nie rozmawia się o jednej książce, zawsze o koncepcji kultury, której ona teraz jest symbolem"
"Celem nauczania powinno być zapewnienie uczniom i studentom jak najswobodniejszego podejścia do dzieł sztuki, by sami mogli stać się pisarzami lub artystami"
Na koniec Susan Sontag:
"Pamiętać musimy, że człowiek gdy mówi nie posługuje się językiem w ogóle, lecz jednym konkretnym językiem. Nie tworzy muzyki w ogóle, lecz używa jednego określonego systemu totalnego"
niedziela, 29 czerwca 2014
niedziela, 25 maja 2014
Wicked world
wicked world piosenka
Wczorajsze wydarzenia mną wstrząsnęły.
Widziałam agresywnego chłopaka w szeleszczących spodniach, który kopał (prostując nogę i zadzierając palce do góry) swoją dziewczynę w brzuch. Ludzie w metrze dopiero po trzecim kopnięciu zareagowali, 6 chłopaków się naradziło i postanowili wypchnąć go z metra. Ja i pasażerowie koło mnie nie zareagowaliśmy, część siedziała niewzruszenie, część się wahała.
Na imprezie na której się później znalazłam spotkałam dziewczynę, która na pytanie o czym myśli przez cały dzień odpowiedziała "O tym co wszyscy", a później zupełnie szczerze, że o sexie, dużo o jedzeniu i "bardzo lubię spać, sen jest ważny". Inny chłopak jak podeszłam porozmawiać, zaczął rozpinać rozporek i wzrokiem pokazywał że to tam powinnam się patrzeć. Potem zaczął puszczać pantere, i zajął się odpowiadaniem ludziom, że nie zmieni muzyki, bo ma ochotę na tą. Gdy spytałam jego współlokatora o to czy nie chce czasem z nim porozmawiać o jego podejściu, uśmiechnął się wylajtowanie i odpowiedział "co mam z nim wspólnego, niech robi co chce." A jednak mamy z nim coś wspólnego skoro musieliśmy wyjść na balkon, żeby nie słuchać pantery.
Wszystko jest połączone.
Muszę przemyśleć socjalistyczne poglądy,
agresja na moim podwórku to agresja w moim życiu. Płacąc na edukacje szybkich chłopaków, płacę tym samym za edukację moich dzieci, które ich spotykają.
wicked world
Wczorajsze wydarzenia mną wstrząsnęły.
Widziałam agresywnego chłopaka w szeleszczących spodniach, który kopał (prostując nogę i zadzierając palce do góry) swoją dziewczynę w brzuch. Ludzie w metrze dopiero po trzecim kopnięciu zareagowali, 6 chłopaków się naradziło i postanowili wypchnąć go z metra. Ja i pasażerowie koło mnie nie zareagowaliśmy, część siedziała niewzruszenie, część się wahała.
Na imprezie na której się później znalazłam spotkałam dziewczynę, która na pytanie o czym myśli przez cały dzień odpowiedziała "O tym co wszyscy", a później zupełnie szczerze, że o sexie, dużo o jedzeniu i "bardzo lubię spać, sen jest ważny". Inny chłopak jak podeszłam porozmawiać, zaczął rozpinać rozporek i wzrokiem pokazywał że to tam powinnam się patrzeć. Potem zaczął puszczać pantere, i zajął się odpowiadaniem ludziom, że nie zmieni muzyki, bo ma ochotę na tą. Gdy spytałam jego współlokatora o to czy nie chce czasem z nim porozmawiać o jego podejściu, uśmiechnął się wylajtowanie i odpowiedział "co mam z nim wspólnego, niech robi co chce." A jednak mamy z nim coś wspólnego skoro musieliśmy wyjść na balkon, żeby nie słuchać pantery.
Wszystko jest połączone.
Muszę przemyśleć socjalistyczne poglądy,
agresja na moim podwórku to agresja w moim życiu. Płacąc na edukacje szybkich chłopaków, płacę tym samym za edukację moich dzieci, które ich spotykają.
wicked world
czwartek, 8 maja 2014
I am liar
Kłamać znaczy oddalać się od świata w którym chciałoby się żyć i od osoby, którą chciałoby się być. I nie chodzi o grubokalibrowe "Nie,nie spałam z tym mężczyzną", a o codzienne powtarzane po tysiąckroć "tak chętnie pooglądam Twoje zdjęcia z wakacji (vs nie mam teraz humoru na oglądanie zdjęć, chciałabym pójść na basen" , "to było mocne (vs to było idiotyczne!)", "O jak miło cię widzieć (vs chciałabym Cię spotkać wczoraj albo jutro,tylko nie dzisiaj). Przelotne, pozornie nieistotne wyrażenie aprobaty, zmusza mnie do gimnastykowania się w przystosowywaniu do nadmuchanego świata, nadmuchanych ludzi z ich niedostępnymi mi problemami. Świat bezrefleksyjnego przytakiwactwa, w którym jest mi się trudno odnaleźć (oglądanie przypadkowych boleśnie nudnych zdjęć z wakacji) właściwie nie istnieje, bo jedyne co istnieje na ten moment to moja przegrzana od wymyślania planu ewakuacji głowa. Jest to czas zawieszanie egzystencji na czas wyjścia z bańki, w którą się weszło. Jest to czas biernego, nieznośnego wsłuchiwania się w to kim mogłabym się stać (ale się nie stałam), gdybym zdobyła się na ciut odwagi i dyskomfortu, który niekiedy przychodzi wraz z asertywnością. Przy czym ta odmowa może być jak wiadomo trudna, bolesna, franogenna, wyobcowująca, a może być też ciepła, miękka, przyjazna, uwalniająca, taka w której wszyscy rozmówcy czują się bezpiecznie.
Takie przerwy w życiu, potrafią je bardzo niebezpiecznie okroić i skrócić. Każde takie drobne przytłumienie prawdy jest "jak palec położony na brzmiącej strunie, zabija wibracje". A ta własna energia i te własne wibracje to przecież jedyne, co tak naprawdę mamy.
Takie przerwy w życiu, potrafią je bardzo niebezpiecznie okroić i skrócić. Każde takie drobne przytłumienie prawdy jest "jak palec położony na brzmiącej strunie, zabija wibracje". A ta własna energia i te własne wibracje to przecież jedyne, co tak naprawdę mamy.
wiem że to co piszę to banał, ale z tym banałem sobie radzę.. tak o
Co by było jakby był wykrywacz kłamstw?
Tak by było.
niedziela, 27 kwietnia 2014
O dawaniu rad
Od pani która od roku w wolnym czasie siedzi przy washington square z tabliczką "free advice" i w ciągu trzech godzin gada z 30 osobami. nieźle co?

Advice is not about adding information, but rather chipping away at our fixed ways of being so that we are exposed to a new perspective. Once a new insight is achieved, we can brainstorm a plan of action that sets the self-discovered thoughts into action.
Self- discovery is much more powerful than receiving an answer from someone else.
cały artykuł tu
Advice is not about adding information, but rather chipping away at our fixed ways of being so that we are exposed to a new perspective. Once a new insight is achieved, we can brainstorm a plan of action that sets the self-discovered thoughts into action.
Self- discovery is much more powerful than receiving an answer from someone else.
cały artykuł tu
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
półbóg Wittgenstein
Czytam "dzienniki" Wittgensteina. Święty człowiek, mój nowy autorytet moralny. Sam zaciągnął się do wojska podczas wojny "W. traktował wojnę jako możliwość zmiany siebie"
"zawarte w dziennikach wojennych Wittgensteina uwagi osobiste ukazują,że starał się zmienić swoje nastawienie do żołnierzy. Wittgenstein karci siebie, bo żywi do nich niechęć zamiast ich rozumieć. Zarzuca sobie prowadzenie niedobrego życia. Gdyby był dobrym człowiekiem- uważa- to, jaki jest świat nie byłoby dla niego źródłem irytacji, byłby wolny od lęków związanych z tym, co dzieje się w okół (...) W. wyróżnia się niezwykłą odwagą, zostaje odznaczony medalem za waleczność. Uwagi z tego okresu wyrażają nieustanne dążenie do uwolnienia się od słabości, wyzbycia się lęku. Często staje się cichą modlitwą. W. wiele razy nakazuje sobie by działać tak dobrze jak tylko potrafi, by ze wszystkich sił pomagać innym, pojawiają się też prośby o wsparcie i oświecenie zanoszone do Boga."
Na marginesie dodam, że w czasie wojny napisał jedno ze swoich najważniejszych dzieł "Traktat logiczno-filozoficzny."
niedziela, 13 kwietnia 2014
Odwieczny spór abstrakcyjnych modeli czyli liberalizm vs socjalizm
Zbliżają się wybory, żeby mieć czyste sumienie potrzebuję przemyśleć kwestie dobrego systemu na nowo.
Serdeczny kolega przesłał mi bardzo treściwy i dobrze napisany artykuł, w którym autor- Mirosław Dzielski stara się przemyśleć zagadnienie "wolności" i wskazać jak rozumieją je liberałowie i socjaliści- mówiąc bardzo ogólnie. Autor broni wolności od i krytykuje wolność do. Artykuł jest długi więc zachęcam do czytania tylko tych którzy chcą się zupełnie temu problemowi teraz oddać
http://www.omp.org.pl/artykul.php?artykul=106
Mnie w tym artykule najbardziej zainteresowała krytyka wolności "do", gdyż patrząc zdroworozsądkowo ludzie, którzy są głodni nie mają zbyt wiele wolności i zrobią wszystko oby tylko przetrwać. Przez co ludzie którzy są zdrowi i najedzeni mają więcej wolności, gdyż biologia ich nie determinuje. Zatem wydaje się zdroworozsądkowe, aby człowiek miał przynajmniej dostęp (wolność) do publicznej służby zdrowia, minimalnej płacy, która zapewni mu pożywienie i edukacji, która pozwoli mu zainteresować się światem w takim stopniu, aby mógł samodzielnie sobie w nim radzić. Pan Dzielski jednak krytykuje taką wolność, najdobitniej chyba w tym fragmencie.
PS. Doszłam do wniosku, że rozmowa na żywo o polityce jest gwałceniem spotkania towarzyskiego. Właściwie jedynym właściwym medium komunikacji dla polityki jest pismo. Kwestie najlepszego systemu najlepiej ustala się bez emocji, dowcipów czy jakiś rozpraszających zdarzeń. Wymiana solidnych argumentów- o to w tym chodzi. Z kolei nie jest najfajniejsze gdy spotkanie towarzyskie zamienia się w prezentowanie swoich racji. Ginie wówczas cała atmosfera, cały suto bądź nie zastawiony stół, wszystkie interesujące historie, które spotkały naszych rozmówców, rozmazują się barwne twarzyczki dysputantów, pozostaje jedynie OBÓZ LIBERAŁÓW i OBÓZ SOCJALISTÓW.
Serdeczny kolega przesłał mi bardzo treściwy i dobrze napisany artykuł, w którym autor- Mirosław Dzielski stara się przemyśleć zagadnienie "wolności" i wskazać jak rozumieją je liberałowie i socjaliści- mówiąc bardzo ogólnie. Autor broni wolności od i krytykuje wolność do. Artykuł jest długi więc zachęcam do czytania tylko tych którzy chcą się zupełnie temu problemowi teraz oddać
http://www.omp.org.pl/artykul.php?artykul=106
Mnie w tym artykule najbardziej zainteresowała krytyka wolności "do", gdyż patrząc zdroworozsądkowo ludzie, którzy są głodni nie mają zbyt wiele wolności i zrobią wszystko oby tylko przetrwać. Przez co ludzie którzy są zdrowi i najedzeni mają więcej wolności, gdyż biologia ich nie determinuje. Zatem wydaje się zdroworozsądkowe, aby człowiek miał przynajmniej dostęp (wolność) do publicznej służby zdrowia, minimalnej płacy, która zapewni mu pożywienie i edukacji, która pozwoli mu zainteresować się światem w takim stopniu, aby mógł samodzielnie sobie w nim radzić. Pan Dzielski jednak krytykuje taką wolność, najdobitniej chyba w tym fragmencie.
"W wyniku poczynań intelektualistów i polityków sprzeciwiających się podstawom społeczeństwa katalaktycznego (liberalnego-AF) rośnie stopniowo liczba ludzi, którzy rozumieją równość nie jako wynikającą z równości wobec prawa równość szans, ale jako równość rezultatów. Pojawia się w związku z tym silne dążenie do równości rezultatów gry rynkowej. Wyraża je właśnie idea sprawiedliwości społecznej. Znane wykładnie sprawiedliwości społecznej, takie na przykład jak: każdemu według jego potrzeb czy każdemu według jego zasług - napotykają nieprzezwyciężalne trudności teoretyczne sprowadzające się na ogół do tego, że nie ma obiektywnej miary zasługi czy potrzeby, że musi wobec tego być ktoś, kto zasługi i potrzeby ocenia. Tym kimś staje się z konieczności człowiek posiadający władzę. Tak więc próba wcielenia w życie idei sprawiedliwości społecznej niesie z sobą konieczność władzy człowieka nad człowiekiem na miejsce panowania prawa nad człowiekiem. Sprawiedliwość społeczna nie może więc funkcjonować i panować jako ogólna i jasna zasada. Funkcjonuje jako powszechna namiętność, powołując na swoją służbę silną władzę. Ma to wiele skutków, z których trzy wydają się szczególnie istotne. Po pierwsze w sferze obyczajów - ich zepsucie jako naturalny skutek niekontrolowanych namiętności; po drugie w sferze świadomości prawnej - właśnie jako brak zasad, które panują nad człowiekiem (jest to związane z zepsuciem obyczajów); po trzecie w sferze ekonomicznej - jako poważne nadwerężenie, a czasem i zupełne zniszczenie obiektywnej funkcji cen.
W wolnej gospodarce cena spełnia trzy funkcje: 1. informacyjną (na przykład informuje o opłacalności produkcji czy kupna danych towarów); 2. bodźcową (daje bodźce do produkcji czy do jej zaniechania, wskazuje najwłaściwsze surowce itp.); 3. dystrybucyjną (ten, kto dobrze produkuje czy dobrze umie sprzedać własną pracę czy zdolności, ma w wytworzonym przez społeczeństwo dochodzie większy udział)."
W skrócie ważne tezy z artykułu:
-równość szans i równość rezultatów to co innego
-sprawiedliwość a sprawiedliwość społeczna to co innego
-Totalizm jest ostatecznym rezultatem konstruktywistycznej pychy umysłu ludzkiego rojącego sny o własnej wszechmocy i wspartego na nienawiści do wolności.
-nie dobre intencje, ale odpowiednie środki służą rozwojowi społeczeństwa
-Konsumpcjonizm, o który niesłusznie oskarża się często społeczeństwo wolności, nie jest bowiem bynajmniej jego atrybutem. Przeciwnie, powstaje on jako pewne nastawienie społeczne w wyniku odejścia od ideału opartego na zasadach katalaktycznych, związanego przecież nie z konsumpcyjnym, ale przeciwnie - z produkcyjnym i twórczym nastawieniem.
PS. Doszłam do wniosku, że rozmowa na żywo o polityce jest gwałceniem spotkania towarzyskiego. Właściwie jedynym właściwym medium komunikacji dla polityki jest pismo. Kwestie najlepszego systemu najlepiej ustala się bez emocji, dowcipów czy jakiś rozpraszających zdarzeń. Wymiana solidnych argumentów- o to w tym chodzi. Z kolei nie jest najfajniejsze gdy spotkanie towarzyskie zamienia się w prezentowanie swoich racji. Ginie wówczas cała atmosfera, cały suto bądź nie zastawiony stół, wszystkie interesujące historie, które spotkały naszych rozmówców, rozmazują się barwne twarzyczki dysputantów, pozostaje jedynie OBÓZ LIBERAŁÓW i OBÓZ SOCJALISTÓW.
Dlaczego pijemy kawę?
Dzisiaj rano wyobraziłam sobie świat bez kawy. Jaki ogromny miałoby to wpływ na całą gospodarkę. Kawę pije chyba każdy, niektórzy więcej niż raz dziennie. Statystyki mówią, że 400mld filiżanek kawy wypijają rocznie mieszkańcy Ziemi, 4 filiżanki kawy dziennie wypija statystyczny Europejczyk. Jest to 2-gi co do wartości surowiec handlowy (po ropie naftowej).
Jako, że mam wrodzony strach przed wszelkimi uzależnieniami, staram się zmienić swoje podejście do tego napoju. Przestać traktować go jako podstawowy składnik z którego składa się mój dzień, zacząć traktować go jako smakołyk podczas spotkań z ludźmi. W zmianie mojego podejścia ważne okazało się pytanie-dlaczego w ogóle pijemy kawę?
Kawa jest przeciwieństwem łóżka. Łóżko jest naszym najbardziej zaufanym sanktuarium bezpieczeństwa. W łóżku zawsze wyglądamy dobrze, nasze włosy zawsze są wystarczająco czyste, każdy nasz humor jest znośny, każda czynność najbardziej akceptowalna i zrozumiała. Po kawę sięgamy, gdy czas opuścić spokojną, ciepłą, miękką jaskinię naszych fantazji i pobudzić się do życia. Przygotować na zmienne koleje losu, czasu i przestrzeni. Mnie osobiście kawa tak przyciąga bo wierzę w jej ocucające (kofeina itp) właściwości. Jednak większość smakoszy, którzy piją ją codziennie, podkreślają, że na nich ten napój nie działa, piją ją z przyzwyczajenia i dla smaku. Dlaczego zatem tak łatwo się do tego przyzwyczaić, skoro np. kawa nescafe w saszetce jest zwyczajnie niesmaczna? Dlaczego nie przyzwyczajamy się do jedzenia niedobrych lodów lulek?
Wydaje mi się, że kawa jest czymś tak fajnym, bo czuję, że to coś mojego, coś osobistego, coś co pracuje dla mnie i działa bezpośrednio na mnie. Jest to napój, który z całej różnorakiej masy słów, zdań, gestów, znaków, ludzi i miejsc, dostaje się do mojego wnętrza i wykonuje pracę w moim mózgu polegającą na pobudzeniu we mnie czegoś wewnętrznego, co sprawi, że pewne głębokie treści zaczną ze mnie tryskać bez zahamowań, czyli w skrócie pobudzę mnie do życia. Jest to taka chęć i wiara w odnalezienie łóżka w sobie.
PS. Ładna apologia łóżka
"Inscription for the ceiling of a bedroom"
by Dorothy Parker
Daily dawns another day;
I must up, to make my way.
Though I dress and drink and eat,
Move my fingers and my feet,
Learn a little, here and there,
Weep and laugh and sweat and swear,
Hear a song, or watch a stage,
Leave some words upon a page,
Claim a foe, or hail a friend –
Bed awaits me at the end.
Though I go in pride and strength,
I’ll come back to bed at length.
Though I walk in blinded woe,
Back to bed I’m bound to go.
High my heart, or bowed my head,
All my days but lead to bed.
Up, and out, and on; and then
Ever back to bed again,
Summer, Winter, Spring, and Fall –
I’m a fool to rise at all!
Subskrybuj:
Posty (Atom)