W kościele z tyłu na schodach mały chłopczyk do ojca:
"Chciałbym mieć kartę kredytową"
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
piątek, 22 lipca 2016
Suspicious mind
Better to be occasionally cheated than perpetually suspicious
The suspicious mind believes more than it doubts. It believes in a formidable and ineradicable evil lurking in every person
We can't go on forever with suspicious minds
sobota, 16 lipca 2016
3 stadia życia wg Kierkegaarda
Z tą dwoistością w postawie człowieka sprzęgła się jeszcze druga: że pragnie
poznać samego siebie, ale zarazem pragnie ukryć się przed sobą, ukryć swe
aspiracje, zwłaszcza aspiracje do wieczności, które mu są niewygodne, bo wytrącają
go z doczesnej egzystencji. I w ciągu całego ludzkiego istnienia toczy się walka dwu
dążeń: dążenia, by wejrzeć we własną głąb, i dążenia, by utrzymać
powierzchowniejszy, ale za to wygodniejszy obraz samego siebie.
W zależności od tego, które z tych dążeń bierze w człowieku górę, wytwarzają się 3 różne typy życia, czyli różne jego „stadia", jak je nazywał Kierkegaard. Dwa z nich
przeciwstawiają się sobie najdobitniej: estetyczny i etyczno-religijny.
ESTETYCZNE stadium życua-. ma tę właściwość, że człowiek jest pochłonięty nie rzeczywistością, lecz możliwościami: człowiek bawi nimi wyobraźnię, bawi swobodnie, bo nie krępują go, skoro są tylko możliwościami. Wciąż je przemienia, robi z nich coraz nowe kombinacje i życie przekształca w kalejdoskop. Rzeczywistości ledwie dotyka, w żadnym momencie istnienia się nie stabilizuje. Taki typ życia, pełen niezaprzeczonego uroku, daje najwięcej materiału artyście i poecie, dlatego też Kierkegaard nazwał go estetycznym.
ETYCZNY typ szuka w życiu już nie możliwości, lecz rzeczywistości. Stąd jego powaga i poczucie odpowiedzialności, których nie ma w estetycznym. I podczas gdy typ estetyczny przebiega od jednych przeżyć do drugich, to etyczny, raz znalazłszy przeżycia właściwe, trwa przy nich, powtarza je: to jego cecha podstawowa. Typ etyczny jest trwaniem, tak samo jak estetyczny przemianą. Za trwaniem zaś idzie skupienie, wejście w siebie i pogłębienie. Kto ucieka w przyszłość — powiada Kierkegaard — jest tchórzem, kto w przeszłość — hedonistą, a tylko ten, kto trwa przy teraźniejszości, kto chce ją powtarzać. ten jest prawdziwym człowiekiem.
RELIGIJNY typ życia Kierkegaard wymieniał jako trzeci, ale w gruncie rzeczy niewiele się dlań różnił od etycznego. Bo etykę rozumiał religijnie, jako stosunek człowieka do Boga, religię zaś— etycznie. Różnica w tym tylko, że etyka ma charakter ogólny, a religia osobisty. Ale ostatecznie stanowią łącznie jedną, wspólną postawę, która przeciwstawia się estetycznej. To zaś przeciwstawienie jest zasadnicze: bo etycznoreligijny typ życia wprowadza Boga do istnienia, a estetyczny nie wprowadza. Bóg zaś w istocie swej jest inny niż człowiek i przeto człowiek, gdy żyje z Bogiem, musi żyć inaczej niż bez Boga. Religia, wprowadzając człowieka w wieczność, napełnia go grozą, zadaje mu męczarnie. Godzi w jego interesy, domaga się odeń absolutnego oddania, nie dając w zamian nic, co by było korzyścią życiową. Ale daje mu co innego: napięcie i pogłębienie. Opowiedzenie się za religią lub przeciw niej jest decyzją ciężką. Człowiek ma przed sobą „albo-albo": może zdecydować się na skończoność albo na wieczność. A między tym „albo-albo" nie ma rozwiązania pośredniego. Nie ma kompromisu, jest „przeskok", jak mówił Kierkegaard. I człowiek wielokrotnie wybiera ciężką drogę religii: bo jednak czuje, że jest sam czymś więcej niż tym, co może zrealizować w ciągu swego ograniczonego istnienia, że w formach skończonych nigdy nie jest w pełni samym sobą.
ESTETYCZNE stadium życua-. ma tę właściwość, że człowiek jest pochłonięty nie rzeczywistością, lecz możliwościami: człowiek bawi nimi wyobraźnię, bawi swobodnie, bo nie krępują go, skoro są tylko możliwościami. Wciąż je przemienia, robi z nich coraz nowe kombinacje i życie przekształca w kalejdoskop. Rzeczywistości ledwie dotyka, w żadnym momencie istnienia się nie stabilizuje. Taki typ życia, pełen niezaprzeczonego uroku, daje najwięcej materiału artyście i poecie, dlatego też Kierkegaard nazwał go estetycznym.
ETYCZNY typ szuka w życiu już nie możliwości, lecz rzeczywistości. Stąd jego powaga i poczucie odpowiedzialności, których nie ma w estetycznym. I podczas gdy typ estetyczny przebiega od jednych przeżyć do drugich, to etyczny, raz znalazłszy przeżycia właściwe, trwa przy nich, powtarza je: to jego cecha podstawowa. Typ etyczny jest trwaniem, tak samo jak estetyczny przemianą. Za trwaniem zaś idzie skupienie, wejście w siebie i pogłębienie. Kto ucieka w przyszłość — powiada Kierkegaard — jest tchórzem, kto w przeszłość — hedonistą, a tylko ten, kto trwa przy teraźniejszości, kto chce ją powtarzać. ten jest prawdziwym człowiekiem.
RELIGIJNY typ życia Kierkegaard wymieniał jako trzeci, ale w gruncie rzeczy niewiele się dlań różnił od etycznego. Bo etykę rozumiał religijnie, jako stosunek człowieka do Boga, religię zaś— etycznie. Różnica w tym tylko, że etyka ma charakter ogólny, a religia osobisty. Ale ostatecznie stanowią łącznie jedną, wspólną postawę, która przeciwstawia się estetycznej. To zaś przeciwstawienie jest zasadnicze: bo etycznoreligijny typ życia wprowadza Boga do istnienia, a estetyczny nie wprowadza. Bóg zaś w istocie swej jest inny niż człowiek i przeto człowiek, gdy żyje z Bogiem, musi żyć inaczej niż bez Boga. Religia, wprowadzając człowieka w wieczność, napełnia go grozą, zadaje mu męczarnie. Godzi w jego interesy, domaga się odeń absolutnego oddania, nie dając w zamian nic, co by było korzyścią życiową. Ale daje mu co innego: napięcie i pogłębienie. Opowiedzenie się za religią lub przeciw niej jest decyzją ciężką. Człowiek ma przed sobą „albo-albo": może zdecydować się na skończoność albo na wieczność. A między tym „albo-albo" nie ma rozwiązania pośredniego. Nie ma kompromisu, jest „przeskok", jak mówił Kierkegaard. I człowiek wielokrotnie wybiera ciężką drogę religii: bo jednak czuje, że jest sam czymś więcej niż tym, co może zrealizować w ciągu swego ograniczonego istnienia, że w formach skończonych nigdy nie jest w pełni samym sobą.
czwartek, 14 lipca 2016
środa, 13 lipca 2016
"We can have ultimate numbers of orgasms. If we're not having one, we're missing out"
???????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????
http://www.vice.com/read/the-beauty-and-splendor-of-being-a-slut?utm_source=vicefbus
http://attitude.co.uk/calling-all-slut-shamers-theres-no-such-thing-as-too-much-sex/
http://www.vice.com/read/the-beauty-and-splendor-of-being-a-slut?utm_source=vicefbus
http://attitude.co.uk/calling-all-slut-shamers-theres-no-such-thing-as-too-much-sex/
środa, 8 czerwca 2016
Jeśli ciągle zgadzasz się z doktryną kościołów chrześcijańskich, to zapewne różnimy się w poniższych punktach
Jest pare punktów w
doktrynach kościołów chrześcijańskich, które powstrzymują mnie od życia takiego
jakie intuicyjnie wydaje mi się najpełniejszą realizacją
1st Poza kościołem nie ma zbawienia. Niedzielna komunia jest
warunkiem zbawienia.
Co z dziećmi urodzonymi w Chinach,
które nie mają fizycznej możliwości uczestniczenia we mszy świętej? Nie ma dla
nich zbawienia? Ludzie innych wyznań sławią Boga językiem, który znają i jeśli jest zbawienie to dla nich też, czyli także poza kościołem.
2nd Po śmierci odbędzie się sąd ostateczny i Ci którzy
zachowywali się cnotliwie będą zesłani do nieba Ci którzy w sposób grzeszny do
piekła.
Takie myślenie nieuchronnie prowadzi do męczennicta. Znam to
aż nazbyt dobrze z własnego przykładu i dwóch bliskich osób. Przyjemność kojarzyła mi
się z grzechem. Jeśli cnota to
zbawienie, to jedzenie sushi , jeżdżenie po mieście w kółko i chlapanie ludzi
wodą albo skakanie do wody na bombę tak żeby ochlapać dziewczyny nie miało
sensu. Ciągle starałam się nakłonić kolegów, aby robić coś co dawałoby nam
poczucie, że poświęcamy swoje życie w imię cnoty. Bez poświęcenia czułam że
ściągamy na siebie piekło. To na poziomie rozumi, logiki, interpretacji reguł doktryny. Podskórnie wiadomo było
przecież, że śmiech to zdrowie i że bezinteresowne nie prowadzącę donikąd żarty
to takie ziemskie zbawienia od tego opresywnego świata. Jeśli przyjemność
pochodzącą z całowania udało mi się rozumieć jako podszepty złego, tak rozkosz, którą dawały mi pyszne dowcipy pozostawała poza dobrem i złem. Dzięki tym
żartom właśnie, nie wybrałam kariery męczennika.
I te teksty „Czekam na nagrodę w niebie” Czy po to żyjesz,
aby czekać? Wolną wolę masz tylko tu na ziemi, po śmierci będzie po rybach, po
śmierci Bóg niczego od Ciebie nie chce, nie oczekuje, Twoja wola i Twoje
zadania realizować się muszą nie gdzie indziej, a na ziemii i tylko na ziemii.
Myślenie o tym co będzie po śmierci jest jakby odsyłaniem Bogu życia mówiąc
- „Nie chce go, czekam na to co będzie po nim”.
- „Myślisz że po to Ci je dałem, żebyś go nie chiał i żebyś
czekał, aż się skończy ” mógłby odpowiedzieć Bóg
3rd Sex tylko po oficjalnej ceremonii ślubu, kiedy partnerzy
zdecydują, że będą razem póki śmierć
ich nie rozłączy
Na tą decyzje coś
się składa. Co? Pożądanie i miłość. Jakieś ceregielne blokowanie tej gry
pożądania,bo to podszepty złego, nie wydaje mi się pomysłem godnym dobrej
sprawy. Coś tak podstawowego i towarzyszącego człowiekowi w poniedziałek w świątek
i w środę ma być tłumione po to żeby w sterylnych miodowych okolicznościach
zostało rozładowane?! Traktować pożądanie jak coś, co ma być blokowane, a potem
używane jako maszynka do produkcji dzieci*? Ten taniec zmysłów zamienić w
maszynkę? Pożądanie to pomysł Boga i chce je traktować jako genialny pomysł, i
używać w sposób równie genialny
*(Z antykoncepcji także się spowiadamy w kościele)
Jak w takich warunkach przetrwać zazdrość
Tego jeszcze nie wiem
wtorek, 7 czerwca 2016
The simpsons from a heartbroken perspective
The Simpsons is the greatest comedy show ever made. The Simpsons is the story of all of us. When the martians come down and ask for Our History, I'm handing them all the seasons of The Simpsons on DVD, or whatever they watch stuff on.
We are all Bart--We all feel unappreciated, because people decide to focus on our flaws instead of our talents. We've been influenced by bad people, and been a bad influence. We all seek thrills that hurt us and those around us.
We are all Lisa-- We all feel unappreciated when we try to be the voice of reason and intelligence, and the people we love ignore us. We all feel like we're getting nowhere, despite our gifts. We all feel like we're trapped with people that'll never get us.
We are all Marge-- We all feel unappreciated when we try to voice concern, and the people we love write us off as a nag. We all feel like we're being smothered by our loved ones, to the point that we'll never develop our own personality.
We are all Homer--We all feel unappreciated when we don't deserve to. We're all mercurial and willfully ignorant. We all try to numb the pain of a life that'll never satisfy us, to the point of hurting our brains.
We are all Maggie (thank you for reminding me allthereis_isnothing)-- We all feel unappreciated because we feel unheard and easily forgotten. We all have talents that we feel no one can see. And, if you do as many drugs as I do, you probably fall down a lot.
They all never quite fit in, no matter how hard they try. They'll all never change.
We all have bad parents, we'll all be bad parents (the ones of us that have kids), and we all find romance in codependency.
Springfield is a human brain. Each inhabitant is a perfect representation of another piece of us.
Shelbyville is another human brain. We hate each other for no reason, even though we're exactly the same.
The Simpsons evolved American society. They got us talking about corruption on both sides of American politics, gay rights, good and bad parenting, good pet ownership, the ethics of vegetarianism, the tropes in our entertainment, and just about everything else.
The best animators (like Brad Bird) and the best comedy writers worked on The Simpsons, so their template acts as a perfect example for how to write comedy and animate--to the point that EVERYONE's "ripped them off".
But the beauty of The Simpsons is that they "ripped off" everything they did. The beauty of The Simpsons is that we are all the same, and everything's been done before, so you might as well create and express yourself freely.
We are Springfield. We are Simpsons. Matt Groening is a God. Dan Castallaneta, Yeardley Smith, Nancy Cartwright, Julie Kavner, Hank Azarea, and Harry Shearer are some of the best satirists, improvisers, and voice actors who ever lived.
Drop acid and watch The Simpsons everybody. Now is the time of The Simpsons. God bless The Simpsons.
NOTE: As a superfan I can't claim a definite "favorite episode" but the episode Bart Gets An F is definitely one of the best. The first episode of season 2. It perfectly illustrates all the frustrations felt by all creative, stupid, and flawed people. What's one of your favorites??
https://www.reddit.com/r/television/comments/3pa8ns/ive_been_eating_lsd_and_watching_the_simpsons_for/
Subskrybuj:
Posty (Atom)



